Alan Watts – Stań się na powrót Tym, kim naprawdę Jesteś

Czerwiec 3rd, 2013

Kategorie: filmy zen | Brak komentarzy

Siedzisz spokojnie, nic nie robisz.

Czerwiec 3rd, 2013

Zarówno w życiu, jak i w sztuce kultury Dalekiego Wschodu najwyżej cenią sobie spontaniczność czy też naturalność (tzu-jan). Jest ona nieomylną oznaką szczerości, cechującą działanie, które nie jest wystudiowane ani wymuszone. Człowiek bowiem brzmi jak pęknięty dzwon, kiedy myśli i działa rozdwojonym umysłem, którego jedna część stoi z boku i wtrąca się do tego, co robi druga, kontrolując ją, potępiając lub podziwiając. Umysł człowieka jednakże, czyli nasza prawdziwa natura, nie może być rozdwojony. Według pewnego wiersza w antologii Zenrin:

Jak miecz, który tnie, lecz nie może przeciąć siebie;
Jak oko, które widzi, lecz nie może ujrzeć siebie.

Złudzenie rozdwojenia bierze się z tego, że umysł stara się być zarówno sobą, jak i swoim wyobrażeniem o sobie, co jest niezwykle niebezpiecznym pomyleniem faktu z symbolem. Aby położyć kres złudzeniu, umysł musi zaprzestać prób oddziaływania na siebie, na ów strumień doświadczeń, które z punktu widzenia wyobrażeń o nas samych nazywamy ego.

Inny wiersz Zenrin wyraża to tak:

Siedzisz spokojnie, nic nie robisz,
Nadchodzi wiosna i trawa sama rośnie.

Owa „samość” jest naturalnym sposobem działania umysłu i świata – oczy same widzą, uszy same słyszą, usta otwierają się same bez konieczności rozwierania ich palcami. Jak znów mówi Zenrin:

Niebieskie góry same z siebie są niebieskimi górami;
Białe chmury same z siebie są białymi chmurami.

 

Fragment „Droga Zen” – Alan W. Watts.

Kategorie: podstawy zen | Brak komentarzy

Co jest celem medytacji w pozycji siedzącej?

Czerwiec 3rd, 2013

Poniższa historyjka opowiada o Huai-jangu wprowadzającym w zen swojego wielkiego następce Ma-tsu (zm. w 799 r.), który w owym czasie praktykował medytację w pozycji siedzącej w klasztorze Ch’uan-fa.

-Wasza wielebność – spytał Huai-jang – co jest celem medytacji w pozycji siedzącej?

-Jej celem jest – odrzekł Ma-tsu – stanie się buddą.

Usłyszawszy odpowiedź, Huai-jang podniósł z ziemi płytkę, z jakich układa się podłogi, i zaczął ją polerować na kamieniu.

-Co robisz, mistrzu? – spytał Ma-tsu.

-Robię z niej lustro – odparł Huai-jang.

-Od kiedy, polerując płytkę, można uzyskać lustro?

-Od kiedy, siedząc i medytując, można uzyskać naturę buddy?

Ćwiczenie się w medytacji w pozycji siedzącej [zazen] to ćwiczenie się w byciu siedzącym buddą. Jeśli ćwiczysz się w zazen, (to powinieneś wiedzieć, że) zen nie jest ani siedzeniem, ani leżeniem. Jeśli ćwiczysz się w byciu siedzącym buddą, (to powinieneś wiedzieć, że) budda nie jest żadną ustaloną formą. Skoro Dharma nie ma żadnego (ustalonego) miejsca, nie jest to kwestia dokonywania wyboru.  Jeśli ty (sprawdzisz, że będziesz) siedzącym buddą, będziesz właśnie zabijał buddę. Jeśli będziesz obstawał przy pozycji siedzącej, nie osiągniesz nigdy zasady (zen).

Powiedział Huai-jang.

Kategorie: medytacja, opowieści zen | Brak komentarzy

Opowieść o rolniku Chuang-tse

Maj 1st, 2013

ogródek zen - buddyzm zenRolnik wykopał studnię i czerpał wodę do nawadniania swego pola. Tak jak czyniła to większość prostych ludzi, do wyciągania wody ze studni używał on zwykłego wiadra. Przechodzień, widząc to, zapytał rolnika, dlaczego w tym celu nie używa żurawia; jest to bowiem mechanizm oszczędzający pracę i dzięki niemu można zrobić więcej niż prymitywną metodą. Rolnik odpowiedział: „Wiem, że to zaoszczędza pracy, i właśnie z tego powodu nie używam tego mechanizmu. Obawiam się, że używanie takiego przyrządu czyni człowieka mechanicznym. Mechaniczność zaś prowadzi do nawyku opieszałości i lenistwa.

Kategorie: opowieści zen | Brak komentarzy

Dekalog zen

Marzec 31st, 2013

buddyzm zen medytacja

Nie przywiązuj się bałwochwalczo do żadnej doktryny, teorii, czy ideologii. Wszystkie systemy teoretyczne są jedynie drogowskazami; żaden nie objawia prawdy absolutnej. Unikaj ciasnego myślenia. Ucz się nie przywiązywać do aktualnie obowiązujących poglądów, abyś mógł zachować otwartość wobec cudzego punktu widzenia. Prawda tkwi w życiu, nie w doktrynach. Bądź gotów uczyć się przez całe życie, stale obserwując rzeczywistość w sobie i otaczającym cię świecie.

Nie zmuszaj nikogo – także dzieci – do wyznawania twoich poglądów. Nie posługuj się w tym celu groźbą, pieniędzmi, propagandą ani wychowawczym autorytetem. Poprzez współczujący dialog pomagaj innym odrzucać fanatyzm i ciasnotę poglądów. (więcej…)

Kategorie: podstawy zen | Brak komentarzy

Cel i skutki medytacji

Styczeń 3rd, 2013

medytujący człowiekMożna by postawić dwa pytania:

1. Jaki jest właściwy cel tej medytacji?
2. Jakie znaczenie ma ona dla człowieka jako takiego, to znaczy niezależnie od tego, czy jest buddystą czy chrześcijaninem, Azjatą czy Europejczykiem?

 

1. Cel: stać się świadomym siebie i Transcendencji

Buddyzm od samego początku jednoznacznie określa cel zazen, a mianowicie: uświadomienie sobie natury buddy. Według buddyjskiej nauki każdy człowiek posiada naturę buddy. Nie musi więc zostać kimś, kim nie był, lecz musi sobie uświadomić, kim już zawsze był. Natura buddy w gruncie rzeczy nie jest czymś, co odnosi się wyłącznie do buddystów. Człowiek ma podwójne życie lub bycie. Jednym jest owo życie lub bycie, które uświadamia sobie w chwili, kiedy dochodzi do świadomości. To jednak nie wszystko. Ma również udział w tym jednym, niepodzielnym i absolutnym Bycie, od którego niezależnie nic nie istnieje. Według buddyjskiej nauki nie wystarcza tym tylko być, lecz należy też to sobie uświadomić; stąd określenie „samourzeczywistnienie”. To właściwe, najgłębsze, własne „ja” należy sobie uświadomić. W chwili, kiedy to następuje, człowiek doświadcza, że to, co uważał dotychczas za swoje „ja”, nie jest w pełnym sensie nim samym. W oświeceniu uświadamia sobie to inne, „pozaziemskie, bycie”. (więcej…)

Kategorie: medytacja, podstawy zen | Brak komentarzy

Czy istnieje czas?

Listopad 6th, 2012

Czy istnieje czas?

ogródek zen - czy istnieje czasCzym on tak naprawdę jest? Niektórzy mówią że jedyną siłą we Wszechświecie, której nie sposób pokonać ani przeskoczyć. Powiadają też że jest nieubłagany, że zrobi swoje, że zagoi rany i wiele wiele innych. Jednak czy te wszystkie przysłowia i przekonania odnoszą się do prawdziwej natury czasu czy może jedynie do naszego błędnego wyobrażenia o nim? Być może nazwaliśmy czasem całkiem inne zjawisko. Być może nazwaliśmy czasem coś czego tak naprawdę nie ma?

Jako jedyny gatunek na tej planecie wykonujemy dwie czynności, których nie wykonuje żaden inny: wspominamy i planujemy. Z czym to jest związane? Oczywiście z pewną katastrofalną cechą jaką nadaliśmy czasowi – liniowością. Dawno temu czas „trafił” jakoś w nasze ręce. Ludzie zapragnęli sklasyfikować kolejność spotykających ich zdarzeń w jakąś definicję. I tak narodził się czas. A właściwie nie czas tylko to co my czasem nazywamy, czyli liniowość (umówimy się w tym punkcie że z dużej litery będę pisał Czas wtedy, kiedy będę miał na myśli prawdziwej natury Czas, zaś z małej jeśli będę miał na myśli czas na Ziemi; Liniowość).

Celem tego artykułu będzie skłonienie do zastanowienia się nad tym czy czas (liniowość) faktycznie istnieje. Na sam początek zobaczmy definicję czasu w miejscu, w którym 99% ludzkości by jej szukała – wikipedii:

„Czas – jedno z podstawowych pojęć filozoficznych, wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń oraz odstępy między zdarzeniami.”

(więcej…)

Kategorie: nauka i świat | 2 komentarzy

Z elementarza Zen Soto

Lipiec 26th, 2012

Pewnego dnia Dogen pouczył:

W „Hsu kao-seng chuan”1, jest opowiesc o mnichu ze zgromadzenia pewnego
mistrza Zen. Mnich ten ciagle z wielka czcia nosił ze soba złoty posag Buddhy
i inne relikwie. Nawet gdy był w sypialni stale palił przed nimi kadzidło i oddawał
im czesc bijac pokłony i składajac ofiary.

Pewnego dnia mistrz Zen powiedział: „Posag Buddhy i relikwie które czcisz nie
beda ci pózniej potrzebne”. Mnich nie zgodził sie z nim, lecz mistrz ciagnał dalej:
„To jest dzieło demonów. Wyrzuc je precz”. Mnich oburzył sie i zerwał sie aby
odejsc, ale mistrz Zen zawołał za nim: „Otwórz swoje pudło i zajrzyj do srodka”.
Powiada sie, ze gdy rozwscieczony mnich spełnił [zyczenie mistrza] znalazł tam
zwinietego jadowitego weza.

Tak jak to widze, relikwie nalezy szanowac, poniewaz przedstawiaja one wyobrazenie
Tathagaty i pozostałe po nim kosci. Jednakze błedem jest oczekiwac
oswiecenie jedynie przez czczenie ich. To jest bład, który oddaje cie w rece demonów
i jadowitych wezy. Nauka Buddhy ustanowiła zasługe praktykowania czci,
tak ze obraz i relikwie ofiarowuja takie same błogosławienstwa ludziom i dewom
jak czyni to zyjacy Buddha. Jest zupełna prawda, ze jesli czcisz i składasz ofiary
Swiatu Trzech Skarbów2, to wykorzeniasz swoje wystepki, zdobywasz zasługi,
pozbywasz sie karmy, która prowadzi do odradzania sie w krainach zła3 i zostajesz
nagrodzony narodzinami jako człowiek lub dewa. Lecz błedem jest myslec,
ze w ten sposób mozesz osiagnac oświecenie.

Ponieważ prawdziwy uczen postepuje za nauka Buddhy i stara sie bezposrednio
osiagnac Stan Buddhy, dlatego musisz poswiecic wszystkie twoje wysiłki by
praktykowac w zgodzie z tymi naukami. Prawdziwa praktyka, która zgadza sie
z tymi naukami jest skoncentrowane zazen, najbardziej istotna rzecz w klasztorze
Zen dzisiaj. Rozwazcie to dobrze.

Kategorie: zen soto | Brak komentarzy

Inspirujące cytaty z Thich Nhat Hanh – Cud Uważności

Lipiec 24th, 2012

Fragmenty pochodzą z książki Thich Nhat Hanh – Cud Uważności, którą polecam koniecznie nabyć, np. ebook w empik

Kamyk
Puść wszystko. Wyobraź sobie, że jesteś kamykiem wrzuconym do rzeki. Kamień bez wysiłku przenika wodę, przez nic nie zatrzymywany, przebywszy możliwie najkrótszą drogę, opada na dno. Jesteś jak ten kamyk, który pozwolił sobie na to, by wszystko porzucić i wpaść do wody. W centrum twego istnienia jest oddech. Nie obchodzi cię, ile czasu kamyk będzie potrzebował, by dotrzeć do piaszczystego dna rzeki. Gdy poczujesz się jak kamyk, który osiadł na dnie, to zaczniesz odkrywać całkowity spokój. Już cię nic nie popycha i nie ciągnie.

Rzeka
Jeśli nie potrafisz znaleźć przyjemności w spokoju tej właśnie chwili – gdy siedzisz, wtedy i przyszłość przepłynie obok ciebie jak rzeka, której biegu nie jesteś w stanie powstrzymać. Nie będziesz zdolny do przeżywania jej, gdy stanie się teraźniejszością. Radość i spokój są możliwe właśnie w tej godzinie, kiedy siedzisz. Jeśli nie możesz znaleźć ich tutaj, to nie znajdziesz ich nigdzie. Nie biegnij za myślami jak cień za swym źródłem. Nie goń myśli. Znajdź radość i spokój właśnie w tej chwili – teraz.
Ten czas jest twoim czasem. Miejsce, gdzie siedzisz -twoim miejscem. Właśnie tu, na tym miejscu i w tym momencie możesz doświadczyć oświecenia. Do tego nie trzeba siedzieć pod specjalnym drzewem w odległej krainie.

Walka
Nie daj się wciągnąć w sidła rozróżniania między „dobrym” a „złym”, gdyż w ten sposób wywołujesz w sobie walkę.
Jeśli pojawi się w tobie jakaś pozytywna myśl, zauważ ją: „Pozytywna myśl pojawiła się we mnie”. I gdy powstanie negatywna myśl, również ją uznaj: „Negatywna myśl pojawiła się we mnie”. Nie zajmuj się nią dłużej, ale też nie próbuj pozbyć się jej, bez względu na to, jak bardzo jej nie lubisz. Wystarczy uznać, że ona jest. Jeżeli oddalisz się, to musisz wiedzieć, że się oddaliłeś, a jeżeli zostałeś, to bądź świadom, że ciągle tu jesteś. Na tym poziomie świadomości niczego już nie będziesz musiał się bać.

Lustro
W rzeczywistości nasze myśli i uczucia to my. One są częścią nas. Mamy skłonność, by traktować je, a przynajmniej niektóre z nich, jako wrogie siły, które przeszkadzają w koncentracji i zakłócają jasność umysłu. Lecz naprawdę, kiedy złościmy się, to my sami jesteśmy złością. Kiedy jesteśmy szczęśliwi, to my sami jesteśmy szczęściem. Kiedy mamy jakieś myśli, to my sami jesteśmy tymi myślami. Jesteśmy jednocześnie strażnikiem i gościem. Jesteśmy zarówno umysłem, jak i obserwatorem tego umysłu. Zatem odganianie myśli lub też rozkoszowanie się nią jest nieistotne. Ważne jest, by być świadomym tej myśli.

Wszechświat
Ludzie zazwyczaj dzielą rzeczywistość na części i w ten sposób odbierają sobie możliwość ujrzenia współzależności wszystkich zjawisk. Zobaczyć jedno we wszystkim i wszystko w jednym oznacza przełamanie olbrzymiej bariery, która zawęża naszą percepcję rzeczywistości
By żyć jako cząstka wielkiego życia wszechświata, musimy usunąć wszelkie przeszkody. Człowiek nie podróżuje prywatnie poprzez czas i przestrzeń, oddzielony od reszty świata grubą skorupą. Życie stu lub stu tysięcy istnień odizolowanych w ten sposób nie tylko nie jest życiem, ale nie jest nawet możliwe. W naszym życiu obecnych jest bardzo wiele zjawisk, tak jak my jesteśmy obecni w wielu zjawiskach. Jesteśmy życiem, a życie jest bezkresne.

Świadomość
Budda powiedział kiedyś, że problem życia i śmierci sam w sobie jest problemem świadomości. Żyje się w pełni tylko wtedy, gdy jest się w stanie pełnej świadomości.

Thich Nhat Hanh – Cud uważności

Kategorie: medytacja | Brak komentarzy

Umysł werbalizuje cały czas

Lipiec 24th, 2012

Czym jest, więc umysł, który masz teraz? Jak funkcjonuje?

Umysł zawsze werbalizuje. Możesz znać słowa, język, strukturę koncepcyjną myślenia, ale to nie jest myślenie. Wręcz przeciwnie – jest to ucieczka od myślenia. Widzisz kwiat i werbalizujesz to, widzisz człowieka idącego ulicą i werbalizujesz to. Umysł potrafi zamienić każde egzystencjalne zdarzenie w słowa. I słowa stają się barierą, więzieniem. Przeszkodą dla umysłu medytacyjnego jest właśnie to nieus­tanne zamienianie zdarzeń w słowa i zamienianie egzystencji w słowa.

Pierwszym wymogiem dla umysłu medytacyjnego jest, więc bycie świadomym tego nieustannego werbalizowania i zdolność do zatrzymania tego procesu. Patrz na zdarzenia – nie werbalizuj ich. Bądź świadom ich obecności, ale nie zamieniaj ich w słowa. Niech zdarzenia będą poza słowami; niech ludzie będą poza słowami; niech sytuacje będą poza słowami. Nie jest to niemożliwe… jest to naturalne. Sztuczne jest to, co mamy, lecz tak do tego przywykliśmy, tak bardzo stało się to automatyczne, że już nie zauważamy jak nieustannie zamieniamy doznania w słowa.

Jest wschód słońca. Nie zdajesz sobie sprawy z przestrzeni pomiędzy widzeniem go a werbalizowaniem. Widzisz słońce, czujesz je… i natychmiast to werbalizujesz. Przestrzeń między widzeniem i werbalizowaniem zostaje zagubiona. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że wschód słońca nie jest słowem. Jest to pewien fakt, pewna obecność. Umysł automatycznie zamienia doznanie w słowa, a te wchodzą między ciebie a to doznanie.

Medytacja oznacza życie bez stów, ponad słowami. Czasem zdarza się to spon­tanicznie. Gdy jesteś zakochany, odczuwana jest obecność, nie słowa. Gdy dwoje zakochanych staje się sobie bliskimi, zawsze nastaje milczenie. Nie w tym rzecz, że nie ma nic do wyrażania. Wręcz przeciwnie, jest tego tyle, że aż się przelewa. Ale nie ma słów, nie może być… Słowa przyjdą dopiero po odejściu miłości.

Jeśli dwoje zakochanych nie potrafi milczeć, jest to sygnał, że ich miłość umarła. Słowami zapełniają to, co po niej zostało. Gdy miłość żyje, nie ma słów, ponieważ samo istnienie miłości jest tak napełniające, tak przenikające, że pokonana zostaje bariera języka i słów. I zwykle zostaje ona pokonana tylko w miłości.

Medytacja jest kulminacją miłości, nie tylko do jednej osoby, lecz do egzystencji w całej jej totalności. Medytacja to żywa relacja z totalnością egzystencji, która jest wszędzie wokoło. Jeśli umiesz być w miłości w każdej sytuacji, jesteś w medytacji.

Medytacja nie jest sztuczką umysłu, nie jest metodą na uciszenie umysłu – wy­maga głębokiego zrozumienia jego mechanizmu. Gdy zrozumiesz ten mechaniczny nawyk werbalizowania, zamieniania egzystencji w słowa, powstaje pewna przestrzeń. Powstaje sama z siebie. Przychodzi w ślad za zrozumieniem, jak cień. Ważne jest nie tyle zdobycie umiejętności bycia w medytacji, lecz poznanie dla­czego w niej nie jesteś. Sam proces medytacji jest “negatywny”, bo nie jest dodawa­niem ci czegoś nowego – jest negowaniem tego, co już zostało dodane.

Ludzie nie mogą istnieć bez słów, potrzebują ich. Egzystencja ich nie potrzebu­je. Nie mówię, byś istniał bez słów. Musisz ich używać, ale musisz nauczyć się włą­czać i wyłączać ten mechanizm werbalizowania. Gdy jesteś w społeczeństwie, słowa są potrzebne, a gdy jesteś sam na sam z egzystencją, musisz umieć je wyłączyć.

Jeśli nie potrafisz ich wyłączyć – trwają, a ty nie potrafisz ich zatrzymać – stajesz się niewolnikiem. Umysł musi być narzędziem, nie panem. Gdy umysł jest panem, jest nie-medytacja. Medytacja jest wtedy, gdy to ty jesteś panem i twoja świadomość jest panem. Medytacja oznacza, więc zapanowanie nad mechanizmem umysłu.

Umysł i jego funkcjonowanie w słowach to nie wszystko. Ty jesteś czymś więcej i egzystencja jest czymś więcej. Świadomość jest ponad językiem, egzystencja jest ponad językiem. Gdy świadomość i egzystencja są jednym, jest komunia. Ta, komu­nia jest medytacją.

Słowa trzeba porzucić. Nie mówię, że masz je tłumić czy wyeliminować. Mówię, że słowa nie mogą być nawykiem dwadzieścia cztery godziny na dobę. Gdy spaceru­jesz – poruszasz nogami; jeśli jednak twoje nogi poruszają się, gdy siedzisz – to sza­leństwo. Musisz nauczyć się je wyłączyć. Tak samo nie powinno być w tobie słów, wtedy, gdy nie rozmawiasz. Słowa służą porozumiewaniu się, gdy więc nic nikomu nie przekazujesz, nie powinno ich być.

Jeśli zdołasz tego dokonać, będziesz wzrastać w medytacji. Medytacja to proces wzrastania – nie technika. Technika zawsze jest martwa, może, więc być do ciebie dodana, a proces zawsze jest żywy – wzrasta, rozwija się.

Słowa są potrzebne, ale nie wolno trwać w nich cały czas. Muszą być chwile bez werbalizowania, kiedy po prostu jesteś. Nie chodzi o wegetowanie. Jest świado­mość i jest ona ostrzejsza, żywsza – to słowa ją stępiają. Słowa muszą być powtarza­ne, wywołują, więc znużenie. Im ważniejszy jest dla ciebie język, tym bardziej bę­dziesz znużony.

Egzystencja nigdy się nie powtarza. Każda róża jest inna, zupełnie inna… Ni­gdy takiej jeszcze nie było i nigdy takiej już nie będzie. Ale gdy nazywamy ją „różą,” samo to słowo już jest powtórzeniem. Ono zawsze istniało i zawsze będzie istnieć. Starym słowem zabiłeś to, co takie nowe.

Egzystencja zawsze jest młoda, a słowa zawsze są stare. Słowami uciekasz od eg­zystencji, uciekasz od życia, bo słowa są martwe. Im bardziej pogrążasz się w sło­wach, tym bardziej cię one umartwiają. Człowiek wyuczony jest zupełnie martwy, ponieważ cały jest tylko słowami.

Sartre nazwał swoją autobiografię „Słowa”. Żyjemy w słowach. A raczej nie żyjemy. Na końcu pozostaje tylko stos nagromadzonych słów i nic więcej. Słowa są jak zdjęcia. Widzisz coś, co jest żywe i robisz temu zdjęcie. Zdjęcie jest martwe. Potem robisz album z martwych zdjęć. Człowiek, który nie żył w medytacji, jest jak martwy album. Są w nim tylko słowne obrazy, wspomnienia. Nic nie zostało przeży­te – wszystko zamienił w słowa.

Medytacja oznacza życie totalnie, a żyć totalnie można tylko wtedy, gdy jesteś w ciszy. Ale bycie w ciszy nie oznacza nieświadomości. W ciszy możesz być nieświa­domy, ale to nie jest żywa cisza. Umysł znów przegapił…

Mantrami możesz sam siebie zahipnotyzować. Powtarzając jakieś słowo możesz stworzyć w umyśle tyle znużenia, że zaśnie. Zapadasz w sen, w nieświadomość. Jeśli stale będziesz nucił „Ram Ram Ram” – umysł zaśnie.Wtedy nie będzie bariery słów, ale ty będziesz nieświadomy.

Medytacja oznacza brak słów, gdy ty jesteś świadomy. W innej sytuacji nie ma połączenia z egzystencją, ze wszystkim, co istnieje. Żadna mantra ani śpiewanie nie pomogą. Autohipnoza to nie medytacja, wręcz przeciwnie – bycie w stanie autohipnozy to regresja. Nie jest wyjściem ponad słowa, ale upadkiem poniżej słów.

Porzuć, więc wszystkie mantry, wszystkie takie techniki. Pozwól istnieć chwilom, w których nie ma słów. Nie możesz pozbyć się słów za pomocą mantry, gdyż ten proces sam w sobie używa słów. Nie można wyeliminować słów za pomocą słów -jest to niemożliwe.

Co więc można zrobić? Tak naprawdę nic nie możesz zrobić – prócz zrozu­mienia. Cokolwiek uczynisz, będzie to tylko skutkiem tego, czym jesteś. Trwasz w chaosie, nie jesteś w medytacji, twój umysł nie jest w ciszy, więc cokolwiek z ciebie wyjdzie, stworzy jeszcze więcej zamieszania. Jedyne, co możesz uczynić, to zacząć być świadomym funkcjonowania umysłu. Tylko tyle – po prostu bądź uważny. Uważność nie ma nic wspólnego ze słowami. To akt egzystencjalny, nie mentalny.

Najważniejsze jest, więc bycie uważnym. Bądź uważny procesów mentalnych, funkcjonowania umysłu. Gdy jesteś świadomy funkcjonowania umysłu, już nim nie jesteś. Sama uważność oznacza, że jesteś poza – z dala, świadek. A im bardziej jesteś uważny, tym łatwiej dostrzegasz przestrzenie między doznaniem a słowami. Te przestrzenie istnieją, ale ty jesteś tak nieświadomy, że ich nie zauważasz.

Między dwoma słowami zawsze jest przestrzeń, nawet, jeśli niemal niezauważal­na. Gdyby tak nie było, dwa słowa nie mogłyby być dwoma słowami – stałyby się jednym. W muzyce między dwoma nutami zawsze jest przestrzeń, cisza. Dwa słowa czy nuty nie mogą być oddzielne od siebie, jeśli nie ma między nimi przerwy. Zawsze jest miedzy nimi cisza, ale trzeba być naprawdę uważnym, by to odczuć.

Im jesteś uważniejszy, tym wolniejszy jest umysł. Zawsze jest to ze sobą powiąza­ne. Im mniej świadomości, tym szybszy umysł; im bardziej jesteś świadomy, tym proces umysłu jest wolniejszy. Jesteś bardziej świadomy, umysł zwalnia, przestrzenie między myślami poszerzają się…. możesz je zauważyć.

Przypomina to film. Gdy projektor pracuje w zwolnionym tempie, widać przer­wy. Podnoszę rękę i widać, że zdjęcie składa się z setek kadrów. Każdy jest odręb­nym zdjęciem. Gdy te setki pojedynczych zdjęć wyświetlane są tak szybko, że nie widzisz przerw, widzisz unoszenie ręki jako jeden proces. W zwolnionym tempie te przerwy możesz zauważyć.

Umysł jest jak film. Są w nim przerwy. Im jesteś uważniejszy umysłu, tym łatwiej je zauważasz.

To samo dzieje się z umysłem. Gdy widzisz słowa, nie możesz dostrzec przerw, gdy widzisz przerwy, nie możesz zobaczyć słów. Po każdym słowie następuje przer­wa i po każdej przerwie następuje słowo, ale nie możesz widzieć równocześnie jed­nego i drugiego. Jeżeli skupiasz uwagę na przerwach, słowa znikną, a ty zapadniesz się w medytacji.

Świadomość skupiona tylko na słowach jest nie-medytacyjna, świadomość sku­piona tylko na przerwach jest medytacyjna. Zawsze, gdy stajesz się świadomy przerw, słowa znikają. Gdy będziesz obserwował uważnie, nie znajdziesz słów – znajdziesz tylko przerwę.

Umysł nie może przez dłuższy czas pozosta­wać w skupieniu. Musi się zmieniać – albo zaśnie. Są tylko te dwie możliwości. Jeśli będziesz koncentrował się na jednej rzeczy, umysł zaśnie. Nie może trwać w bezru­chu, gdyż umysł jest żywym procesem. Jeśli pozwolisz mu na znużenie – zaśnie, by uciec od zastoju twojego skupienia. Wtedy może żyć dalej, w snach.

Taką medytację podaje Maharishi Mahesh Yogi. Daje ona tyle spokoju i od­świeżenia, może poprawić zdrowie fizyczne i równowagę psychiczną, ale nie jest właściwą medytacją.
Te same efekty można uzyskać w autohipnozie.
Hinduskie sło­wo „mantra” oznacza sugestię, nic więcej. Błędem jest przyjęcie, że mantra to me­dytacja – tak nie jest. Jeśli uznasz ją za medytację, nigdy nie będziesz szukać auten­tycznej medytacji. I to jest największa szkoda, jaką czynią takie praktyki i ludzie, którzy je propagują. Jest to jedynie psychologiczne narkotyzowanie się.

Nie używaj, więc żadnej mantry do wypchnięcia słów. Po prostu stań się świado­my słów, a umysł automatycznie zacznie skupiać się na przerwach.

Jeśli utożsamisz się ze słowami, będziesz skakał ze słowa na słowo i przega­pisz przerwę. To inne słowo jest czymś nowym, na czym można się skupić. Umysł stale się zmienia, skupienie się zmienia. Jeśli jednak nie utożsamisz się ze słowami, pozostaniesz tylko świadkiem – z daleka obserwującym korowód słów. Wtedy zmie­ni się całe skupienie i staniesz się świadomy przerwy. To samo dzieje się, gdy obser­wujesz ludzi idących ulicą. Jedna osoba przeszła, druga jeszcze nie nadeszła. Jest przerwa, ulica jest pusta. Jeśli będziesz obserwował, poznasz tę przerwę.

Gdy poznasz tę przerwę, jesteś w niej – wskoczyłeś w nią. To otchłań, daje taki spokój, taką świadomość… Bycie w tej przerwie to medytacja… przemiana. Teraz słowa nie są potrzebne, zostawisz je. Świadomie je zostawisz. Jesteś świadomy ci­szy, nieskończonej. Jesteś jej częścią, jesteś z nią jednością. Nie jesteś świadomy tej otchłani jako czegoś innego, jesteś świadomy otchłani jako siebie. Wiesz i jesteś tym wiedzeniem. Obserwujesz tę przerwę; obserwujący jest tym, co obserwowane.

Jeśli chodzi o słowa i myśli, jesteś świadkiem, kimś oddzielnym, i słowa są odrębne. Gdy nie ma słów, jesteś przerwą, świadomy swego istnienia. Między tobą a przerwą, między świadomością a egzystencją, nie ma bariery. Jesteś w sytuacji egzystencjalnej. I to jest medytacja: bycie jednością z egzystencją, bycie w niej total­nie i nadal bycie świadomym. Jest to zaprzeczenie, paradoks. Oto poznałeś sytu­ację, w której jesteś jej świadomy, a równocześnie w niej jesteś.

Zwykle, gdy jesteś czegoś świadomy, to coś staje się oddzielne od ciebie. Jeśli z czymś się utożsamiamy, przestaje to być czymś odrębnym i innym – ale wówczas nie jesteśmy świadomi. Tak dzieje się w złości i w seksie. Jednością stajemy się tylko wtedy, gdy jesteśmy nieświadomi.

Osho, “Medytacja, podstawy praktyki”

Kategorie: medytacja, podstawy zen | Brak komentarzy